


W Irlandii jak wspomnieliśmy Maja nauczyła się wielu rzeczy, jedną z nich było zjeżdżanie ze ślizgawki, co opanowała do perfekcji. Chodź jak widać irlandzkie dzieci, które przyszły zjeść śniadanie lekko nią zakręciły ;-) i przez chwilę czuła się zagubiona ;-) . Swoją drogą fajny zwyczaj aby w czasie przerwy pojechać szkolnym autobusem na plac zabaw na piknik.



Pobujać też się można i w Polsce, ale w Irlandii te zabawki wydają się zdecydowanie bezpieczniejsze.



Po zabawie przyszedł czas na jedzenie pysznej kanapki jaką przygotował tatuś ;-)



W czasie jedzenia pojawiło się tyle interesujących rzeczy, że Majeczka nie mogła wysiedzieć na pupce, więc latała tu i tam :-) próbując przy okazji zgubić się w tłumie rudowłosych i piegowatych. Ale przy jej karnacji było to trudne :-)



W Irlandii Maja również uczyła się sama jeść zupę. Jak widać z różnym skutkiem ;-) ale grunt, że się nie zniechęca i próbuje dalej ;-)



Zadziwiające jak szybko dzieci uczą się od innych dzieci. Wchodzenie po schodach, a zwłaszcza schodzenie, to po prostu mistrzostwo świata.






Ciocia Karolina ma rower ;-) no i nie było by w tym nic ciekawego, gdyby nie ta fajna przyczepka, w której Maja kazała się wozić gdy tylko przychodziła ku temu okazja. Oczywiście gdy tylko ktoś próbował się dołączyć do Mai, ta robiła wielką awanturę i dochodziło wręcz do rękoczynów.






Tu jak widać Maja jeszcze potrzebowała pomocy podczas wchodzenia na ślizgawkę – ale tylko przez chwilę. Oczywiście cała zabawa trwała na podwórku u cioci Karoliny.






Jak wcześniej pisałem, długo nie trzeba było czekać gdy Maja sama zaczęła zjeżdżać, ale nie obyło się bez kilku bardzo groźnie wyglądających upadków, siniaków i obtarć. A później chodziła i mówiła ciągle „ała, ała, ała” pokazując na zdarte kolano :-) .



A to już plac zabaw w Dublinie gdzie zaprowadziła nas cioteczka Ewa.